Freecoastery radialne

01.04.2014

Tytuł

Freecoastery radialne
Ezra, G-sport, Eclat

 

Nie da się ukryć, że oprócz zakamuflowanych piast i sprocketów, największym trendem tego roku są freecoastery. Zdaje się, że niemal wszyscy techniczni, streetowi prosi przerzucili się na takie piasty, a wraz z nimi mnóstwo zainspirowanych nimi riderów na całym świecie. Ta sytuacja oczywiście nie umknęła uwadze producentów, którzy z największą gorliwością troszczą się o to, abyśmy mogli bez najmniejszych problemów wymienić nasze stare, zupełnie sprawne kasety, na nowe, błyszczące freecoastery, które uwolnią nas od horroru kręcenia korbami na fakie. 

Problem w tym, że obecnie niemal wszystkie dostępne w sklepach freecoastery to różne wersje tej samej piasty, ze zmienionym korpusem, albo w najlepszym wypadku bardziej wymyślnym łożyskowaniem. Wszystkie dalej opierają się na poruszającym się wzdłuż osi sprzęgle, wciskanym we wnętrze korpusu,  czyli rozwiązaniu spopularyzowanym ładnych parę lat temu przez KHE. Patent ten, tak długo jak jest poprawnie użytkowany i zadbany, spełnia swoje zadanie, ale pociąga za sobą sporo ograniczeń i słabych punktów w konstrukcji, które potrafią skutecznie napsuć krwi użytkownikom. Z tego powodu społeczność osób spędziających dużo czasu plecami do kierunku jazdy domaga się czegoś świeżego, działającego równie dobrze, ale niezawodnego i prostego w utrzymaniu jak porządna kaseta.

Rozwiązanie tego problemu wymaga radykalnej zmiany podejścia i wyeliminowania sprzęgła w takiej postaci jaką teraz znamy, ponieważ to ono odpowiada za niezrównoważone siły boczne, źle obciążone łożyska i opory na korbach, czyli wszystkie duże bolączki KHE-klonów. Prowadzi to systemu zasprzęglania radialnego, lub bardziej po polsku kątowego, czyli pracującego podobnie jak kasety nie wzdłuż osi, a prostopadle do niej za pomocą zapadek, albo mechanizmu rozpierającego się wewnątrz ratchetringu. 

Pierwszym producentem który podjął się tego zadania, jeszcze w latach 80 było KHE z piastami Rolex i NOS. Na driver wsadzono zestaw baryłek, z niesymetrycznym rowkiem na pierścieniową sprężynę, która przetaczała je wokół drivera w zagłębienia i tym samym zwalniała połączenie koła z napędem, kiedy tylko przestawało się pedałować do przodu. Niestety nie udało mi się znaleźć żadnych zdjęć wyraźnie pokazujących bebechy, i wystarczyć musi powyższy rysunek poglądowy z profesjonalnie zaznaczonymi wektorami siły z jaką działało zazębienie. Z podań BMXowych nestorów wynika jednak, że działało to tragicznie i potrafiło w ułamku sekundy dosłownie się zmielić i zblokować piastę na mur, wywalając ridera w bliżej nieokreślonym kierunku.

W późniejszych latach postawiono na zapadki w kształcie bardzo zbliżonym do piast kasetowych. Prawdopodobnie pierwszą piastą, która korzystała, albo raczej MIAŁA korzystać z takiego pomysłu był G-coaster, będący od blisko dekady w ciągłym stadium projektowo-prototypowym. Jak do tej pory jedyne co było dane nam zobaczyć to parę nie do końca jasnych rysunków patentowych sprzed paru lat i rzekomo działający prototyp na interbike 2009, z którego to stanowiska pochodzi jedyna upubliczniona fotografia piasty. Oficjalnym powodem dla którego freecoaster G-sporta jeszcze nie wyszedł jest to, że nie udało się go doprowadzić do na tyle niskiego stopnia skomplikowania, żeby masowa produkcja była możliwa, a cena końcowego produktu w $ nie była czterocyfrowa. Zainteresowani pełną dokumentację patentową mogą znaleźć TUTAJ

Obecnie najbardziej rozpowszechniona, jest chyba konstrukcja oparta na piaście Ezry sygnowanej przez Karla Poyntera, która była pierwszym freecoasterem dostępnym masowo w sklepach, o rewolucyjnej, kasetowej budowie. Zasada działania patentu polega na tym, że zapadki nie są wypychane sprężynkami jak w każdym normalnym driverze, a zamiast tego są przez nie ściągane do zamkniętej pozycji. Ich wypchnięcie, a co za tym idzie zazębienie piasty odbywa się dzięki specjalnie frezowanej podkładce, w której wycięte rowki łapią zapadkę i po odpowiednio dużym ruchu korbą do przodu wyciągają ją tak, aby mogła zazębić się z korpusem. Ilość stopni o jakie trzeba korbę przekręcić  zanim piasta "ruszy", czyli slack jest regulowana za pomocą podkładek z pożądaną długością rowków

Ciekawe w tym wypadku jest to, że dzięki temu, że Ezra również używa zapadek, możliwa jest zmiana jej w zwykła kasetę, bez dokupywania dodatkowych elementów. Wystarczy obrócić płytkę, wymienić zapadki ściągające, na wypychające zapadkę i gotowe. Dobre rozwiązanie dla niezdecydowanych i takich, którzy raz na jakiś czas mają "fazę" na fakie tricki. 

Podobne rozwiązanie ze względu na sposób zazębiania, ale z innymi sprężynami i bez możliwości transformacji w kasetę wkrótce na rynek wypuści Eclat. W chwili obecnej nie jest jeszcze oficjalnie dostępne, ale można z góry wpłacić 200$ w przedsprzedaży. Jest to chyba pierwsza tego typu akcja, jaką sobie przypominam w BMXowych handlu.

Różnica w zapadkach, polega na tym, że eclat zastosował grubsze sprężyny "listkowe" wgniatające zapadkę od góry, zamiast ściągających w dół "drucikowych". Dzięki temu konstrukcja sprawia wrażenie znacznie bardziej zwartej a zapadki twardszych i odporniejszych. Na ostatnim interbike powstało również wideo obrazujące na żywym organizmie magię, dzięki której to działa. Film ten może z grubsza nakreślić zasadę działania wszystkich piast freecoaster wyposażonych w zapadki.

Z głosów jakie słychać w sieci i moich własnych małych doświadczeń wynika, że "ezra type" naprawdę dobrze sobie daje radę, slack jest regulowany w rozsądnych granicach i niema problemu z koniecznością zapedałowania do tyłu, aby piasta się nie zacięła po wejściu do fakie. Jak na razie jedyny poważny problem, który wielokrotnie pojawiał się w recenzjach to to, że od czasu do czasu zdarza jej się przeraźliwie strzelić, kiedy źle ułoży się obrączka wypychająca zapadki. Strzały o jakich mowa wyraźnie słychać np. na tym filmie.

Nie należy się jednak specjalnie zrażać, bo jak by nie patrzeć, jest to dosyć świeży produkt, który w nadchodzących latach na pewno będzie rozwijany i stopniowo doskonalony. Już teraz poza wyżej wymienionymi firmami swoje autorskie wersje rozwiązania stara się wprowadzić Premium, Profile, czy Kink, a jeszcze inni po prostu podłączają się pod patent, jak Dart, Vocal, czy Salt zapewniając więcej kasy dla bardziej kreatywnych producentów i też na swój sposób napędzając rozwój.

Jeżeli wziąć pod uwagę jaką drogę przebyły klasyczne frecoastery, które po około 30 latach ewolucji  z pospawanych piast ze składaków pozwalają obecnie na robienie takich akcji, jak obecnie ogląda się na editach Garret, czy AK, to bardzo możliwe, że mając jako punkt wyjścia Ezrę, pozbawioną wielu problemów starej generacji freecoasterów, dostaniemy w końcu kiedyś friko niemal idealne. Niezawodne jak kaseta, robiące crankflipy i zazębiające dokładanie wtedy kiedy tego chcemy. Kto wie, może nawet kiedyś doczekamy się G-coastera!